Za dużo czy za mało nauki?

Ostatnią sferą zainteresowania jest związek między psychopatologią a nauką. Przynajmniej w tym wypadku wydaje się, że psychopatologia nie może wygrać. Z jednej strony, naukowcy z innych dziedzin medycyny twierdzą, że psychopatologii brakuje naukowej ścisłości. Z drugiej strony, doradcy, psychoterapeuci, a czasem sami pacjenci zwracają uwagę na to, że psychopatologia stale staje się zbyt naukowa, przez co traci „ludzki wymiar”. Pisząc tę książkę, zajęliśmy stanowisko, że psychopatologia rozwinęła się i osiągnęła swą obecną pozycję w dużym stopniu z powodu pragnienia naukowców, by poddać ją testowi badań naukowych. Przyznajemy, że nie do końca zgadzamy się co do tego, jak naukowa jest naprawdę psychopatologia, jednak zgadzamy się z Clarem (1980) w całkowitym odrzuceniu twierdzenia, że powinna ona stać się mniej naukowa. Gdyby ktoś z nas zapadł na chorobę psychiczną, mielibyśmy nadzieję, że leczenie, z jakiego będzie korzystał, zostało odpowiednio ocenione i przetestowane. Co więcej, jeżeli początkowe leczenie nie przyniosłoby pożądanego skutku, to klinicysta, jako naukowiec-praktyk, rozważyłby odrzucenie
swej początkowej hipotezy i przeszedłby do testowania kolejnej, to znaczy zasugerowałby alternatywne podejście do leczenia. Często twierdzi się, że przyjęcie naukowego podejścia w psychopatologii po prostu wzmacnia paradygmat biologiczny (Ingle- by, 1981). Sugerujemy jednak, że tak nie jest. Raczej wiąże się to z przyjęciem najbardziej naukowo potwierdzonych elementów ze wszystkich podejść – biologicznego, psychologicznego i społecznego – i zintegrowaniem tego materiału w jedną logiczną teorię. W tym procesie możemy równie dobrze znaleźć poparcie dla terapii rodzinnej, jak i dla nowej farmakoterapii. Psychopatologia nie jest nieomylna i może czasami zboczyć z naukowej „prostej i wąskiej ścieżki”; jednak naszym zdaniem generalnie zmierza ona w dobrym kierunku i będzie się dalej rozwijać na podstawie metod naukowych.

Dodaj komentarz