Wyuczona bezradność i brak nadziei

Behawioralna praca ze zwierzętami zaowocowała poglądem, że powtarzające się nieprzyjemne doświadczenie, nad którym jednostka nie ma kontroli, może wywołać stan wyuczonej bezradności. Seligman (1974) poddał psy niemożliwym do uniknięcia wstrząsom elektrycznym; początkowo zdenerwowane psy biegały dookoła, lecz potem poddawały się i biernie przyjmowały bolesną stymulację. Seligman był pod wrażeniem wyraźnego podobieństwa między ich zachowaniem a objawami depresji. Przełożenie jego pracy na sytuację człowieka oznaczałoby, że niektórzy ludzie uczą się oczekiwać, iż niezależnie od tego, co robią, ich wysiłki zakończą się niepowodzeniem. W tym sensie bezradność i brak kontroli prowadzą do depresji. Teoria wyuczonej bezradności dostarcza atrakcyjnego modelu wyjaśniającego rozwój depresji. W praktyce jednak być może najlepiej będzie wyjaśnić rozwój depresji u jednostki chronicznymi trudnościami społecznymi i słabym wsparciem emocjonalnym w obliczu poważnych wydarzeń życiowych (zob. studium przypadku na końcu tego rozdziału). Niemniej istnieją pewne trudności wynikające z tej teorii. Jedna polega na tym, że pacjenci z poważną depresją często oskarżają siebie samych za swe problemy. To nie do końca zgadza się z poglądem, że ludzie w depresji czują się bezradni. Podobnie jak wiele idei naukowych, teoria wyuczonej bezradności została zmodyfikowana i przetworzona w świetle nowych dowodów. W 1978 Abramson, Seligman i współpracownicy wprowadzili pojęcie atrybucji. Stwierdzili, że jednostki różnią się od siebie w swych stylach atrybucji, to znaczy w swej tendencji do uważania doświadczeń za rezultat własnych poczynań bądź też za wpływy zewnętrznego świata. Według modelu atrybucji nieprzyjemne doświadczenia same w sobie nie wystarczają, by spowodować depresję, raczej ludzie popadają w depresję tylko wówczas, kiedy przypisują nieprzyjemne wydarzenia zewnętrznym i trwałym wydarzeniom.

Dodaj komentarz