Myślenie dobra i zła

Po przyjęciu Simona do szpitala wyraźnie ujawniło się to, że jego myślenie zdominowane jest przez pojęcia dobra i zła. Był on przekonany, że świat opanowują siły zła, które zmuszają ludzi do dokonywania złych czynów. Simon czuł się osobiście atakowany przez te siły; głównymi dowodami na to były: kłucie w czaszce i wycie, jakie słyszał. W szpitalu początkowo nie angażował się w żadne zajęcia; siedział samotnie na swoim łóżku bądź w kącie sali. Jego niechęć do przebywania w świetlicy wynikała częściowo z przekonania, że radio i telewizja przekazują mu informacje. Powiedział, że jedna ze spikerek jest zła oraz że przesyła mu wiadomości i umieszcza myśli w jego umyśle. Dodał, że ona i inni ludzie mogą sprawować kontrolę nad jego ciałem i przytoczył przykład, kiedy to spikerka zmusiła go do wypicia herbaty, chociaż on wcale nie miał na to ochoty. Przez pierwszych kilka tygodni Simon twierdził, że nie jest chory i że nie potrzebuje leczenia. Psychiatra postawił diagnozę schizofrenii i po kilku dniach po przyjęciu Simona do szpitala zapisał mu podawany w tabletkach lek przeciwpsychotyczny, haloperidol. Stan chorego stopniowo się poprawiał przez pierwszy miesiąc leczenia. Coraz mniej martwił się on dobrem i złem, zaczął też spędzać więcej czasu z innymi pacjentami pracownikami szpitala. Psycholog prowadzący terapię zajęciową zaangażował go w codzienne twórcze zajęcia; Simon początkowo pracował sam, potem brał udział w pracach grupowych. Po sześciu tygodniach pobytu w szpitalu stan Simona znacznie się poprawił. Chłopak mógł oglądać telewizję i mówił, że jego dawne zmartwienia wydają mu się teraz zupełnie niezrozumiałe. Powiedział, że nie ma już poczucia, by ktoś ingerował w jego myśli i czyny. Nadal słyszał wycie, lecz już się tym nie martwił. Jego rodzice także zauważyli zmianę i stwierdzili, że ich syn jest teraz bardziej towarzyski i zrelaksowany, niż byt przez ostatnie miesiące. Po kilku „okresach próbnych”, podczas których Simon mieszkał w domu z rodzicami, a przychodził do szpitala w ciągu dnia, wypisano go do domu. Przez następne kilka tygodni uczestniczył w terapii zajęciowej, a później zapisał się na kurs garncarstwa w miejscowym domu kultury. Simonowi zalecono dalsze przyjmowanie leków i zaoferowano comiesięczne spotkania z psychiatrą i pielęgniarką psychiatryczną. Po roku nadal czuł się dobrze.

Dodaj komentarz