Leczenie bez zgody

Szasz zastanawia się także nad leczeniem człowieka wbrew jego woli, a problem ten dotyczy tylko części pacjentów w szpitalach psychiatrycznych. Jednak moglibyśmy zapytać, co dzieje się z tymi osobami po wypisaniu ich ze szpitala; czy, na przykład, wyrzucają wszystkie lekarstwa i przysięgają nigdy więcej ich nie przyjmować? W niedawnym badaniu przeprowadziliśmy wywiady z trzydziestoma pięcioma pacjentami ambulatoryjnymi ze schizofrenią. Pytaliśmy o ich stosunek do farmakoterapii. Każdy z tych pacjentów mówił, że przestał przyjmować leki w pewnym momencie albo dlatego, że poczuł się lepiej, albo z powodu nieprzyjemnych skutków ubocznych. Jednak wszyscy z wyjątkiem jednego wrócili do leków, zazwyczaj po to, by powstrzymać ponowne pojawianie się objawów psychotycznych. I tak, pomimo nieprzyjemnych skutków ubocznych leków, pacjenci na ogół zaczynają dostrzegać wartość farmakoterapii w obniżaniu prawdopodobieństwa nawrotu. Obecnie w Wielkiej Brytanii około dziewięciu na dziesięć osób z diagnozą schizofrenii przebywa poza szpitalem, lecz większość nadal przyjmuje leki, pomimo braku formalnych sposobów, by ich do tego zmusić. Uważamy zatem, że poglądy Szasza po prostu nie mają nic wspólnego z faktami. Po pierwsze, chociaż ludzie z chorobami psychicznymi ogólnie powinni brać odpowiedzialność za własne czyny, to choroba psychiczna może i czasem rzeczywiście utrudnia im myślenie do takiego stopnia, że nie można już uważać ich za odpowiedzialnych. Po drugie, doświadczenia włoskie pokazały, że choroby psychiczne nie znikają wraz z zamknięciem szpitali psychiatrycznych. Po trzecie, musimy odnotować, że w miarę upływu czasu pacjenci często zyskują znaczący wgląd w charakter swej choroby, polegający na jej nasilaniu się i wycofywaniu. Uczą się rozpoznawać „znaki ostrzegawcze” i zaczynają się orientować, kiedy przyjąć nowy lek, a kiedy należy zwiększyć dawkę lub szukać dodatkowej pomocy.

Dodaj komentarz